Fakt, że w okresie zimowym może być nieco taniej, nie podlega dyskusji. Prace budowlane przeważnie albo nie są prowadzone w ogóle, albo wykonuje się je we wnętrzach zamkniętych stanów surowych. W związku z tym większość inwestorów, przymierzających się do rozpoczęcia robót wiosną, właśnie zimą poszukuje okazji zakupu materiału w niższej cenie. Jest to zrozumiałe, jeśli założyć, że każdy normalnie myślący handlowiec będzie gotowy zrezygnować z części własnego zysku w warunkach zmniejszonego popytu i zarobić mniej, niż miałby nie sprzedać wcale i nie zarobić nic. Podobnie powinien również, zgodnie z logiką, postąpić producent. Taki sposób myślenia nabywcy niesie jednak z sobą dla potencjalnych chętnych na zakup dosyć poważne ryzyko. Wynika ono, niestety, z powszechnej skłonności ludzi do myślenia życzeniowego, mylnego przekonania o zyskowności produkcji masowej w warunkach dużej konkurencji oraz nieznajomości podstawowych prawideł procesu produkcyjnego ceramiki.
Zimą cegielnie przeważnie wygaszają piece i nie produkują. Niemniej jednak, wbrew rozpowszechnionej opinii, nie wyprzedają również wtedy za pół ceny wyprodukowanego latem materiału, składowanego na placach. Takie postępowanie nie byłoby w interesie żadnej fabryki, która wie, że z nadejściem wiosny ludzie znowu zaczną budować, więc produkt i tak znajdzie kupca w ciągu kolejnego sezonu. Dodatkowo rentowność produkcji fabryk oscyluje realnie w granicach maksymalnie kilkunastu procent i zwyczajnie nie pozwala na obniżenie cen o np. 1/3 - ponieważ obowiązujące na terenie całej Unii Europejskiej prawo handlowe zakazuje wprost sprzedawania towarów ze stratą.
Skąd zatem dostępność w tym okresie materiałów w cenach dużo niższych niż zazwyczaj?
Jedyna prawdziwa odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: w mocno obniżonych cenach są dostępne przeważnie pierwsze partie ceramiki, wyprodukowane w okresie ponownego rozruchu pieców przed sezonem, tak zwane partie z kalibracji pieców. Są to niestety bardzo często wyroby nie odpowiadające deklarowanym przez producentów parametrom użytkowym: nie posiadają albo powtarzalności wymiarowej, albo klasy wytrzymałości, albo zachowanej właściwej wilgotności własnej i współczynnika przenikania ciepła charakteryzujących dany produkt w okresie pełnego rytmu produkcyjnego. Albo też wszystkich tych parametrów równocześnie. Partie te fabryki mogłyby i powinny zniszczyć – nikt natomiast nie zdecyduje się na to, ponieważ surowce, energia i praca ludzka, użyte do ich wytworzenia, również kosztowały. Nie ma zresztą takiej potrzeby w sytuacji, w której cena czyni cuda i nawet na taki niepełnowartościowy, ale zaoferowany taniej towar na pewno znajdzie się chętny.
Rzecz jasna, podejmując decyzje o sprzedaży pozanormatywnego wyrobu za niższą cenę, producenci informują o tym fakcie swoich dystrybutorów, ci ostatni wiedzą zatem doskonale, co tak naprawdę proponują klientowi końcowemu. Natomiast kwestia dalszej rzetelności informacji pozostaje w takich wypadkach sprawą mocno dyskusyjną – często zamiast powiedzieć prawdę, robi się promocje. Promocje przyciągają jak magnes, a słowo "okazja" nadal kojarzy się nabywcy ze szczęśliwym trafem, a nie obniżoną jakością, o której po prostu zapomniano wspomnieć w chwili zakupu. Stąd też wielu inwestorów stawia dom z materiału, którego być może nigdy by nie kupili, gdyby ich uczciwie poinformowano o przyczynach owej "promocji". Przepisy prawa nakładają wprawdzie na sprzedającego taki obowiązek, niemniej jednak branża budowlana ma to do siebie, że nie wszystko w niej widać na pierwszy rzut oka. Parametrów termicznych, czy wilgotności własnej na przykład w warunkach budowy obejrzeć się nie da, natomiast zlecanie ekspertyz wiąże się z dodatkowymi kosztami, których człowiek nastawiony na jak największe oszczędności, rzecz jasna, stara się unikać. Stąd też późniejsze niemiłe zaskoczenie, kiedy postawiony z zakupionych w promocyjnych cenach materiałów budynek przychodzi ogrzewać zimą, lub gdy wzniesione mury zaczynają pękać pod wpływem chwytającego mrozu. Praw fizyki niestety nie da się oszukać, choć część klientów, widząc wyjątkowo atrakcyjną cenę, w chwili zakupu prawdopodobnie o tym nie myśli.
Co zatem zrobić, by nabyć faktycznie wartościowy produkt?
Po pierwsze – nie wierzyć w to, że ceny tego samego towaru da się obniżać w nieskończoność u różnych sprzedawców. Nikt nie chodzi za darmo do pracy. Ani producent, ani sprzedawca, ani kierowca, który materiał dostarcza na budowę. Kosztują surowce, energia, paliwa, pensje, transport, podatki. Pogoń za ciągłym obniżaniem kosztów musi, prędzej czy później, doprowadzić do dzisiejszej sytuacji rodem z marketów spożywczych, w których tanie wędliny mają zawartość sześćdziesięciu procent mięsa w mięsie. Taką żywność rzecz jasna można jeść, niemniej jednak ryzykuje się zdrowiem. Budując dla siebie dom, należy brać pod uwagę perspektywę jego wieloletniej eksploatacji – w tym wypadku każda "promocja" odbija się zwykle na późniejszej zasobności portfela. A wszelkie konieczne poprawki kosztują zawsze dużo więcej, niż oparta na matematyce i zwyczajnym racjonalnym podejściu, kalkulacja.
Po drugie – korzystać ze zdrowego rozsądku. Wszyscy dystrybutorzy na rynku przeważnie dostają od tego samego producenta zbliżone ceny na ten sam materiał i jest to zasada, której należy się trzymać. Wszyscy również sprzedają to samo w podobnych cenach – takie reguły wymusza duża konkurencja, a ktoś, kto tę cenę przesadnie zawyża, po prostu nie znajduje klientów i znika z rynku. Wbrew temu co się powszechnie sądzi, marżowość produktu masowego w hurcie budowlanym nie jest wysoka. To wymusił właśnie rynek i konkurencja, a sprzedawcy, którzy przetrwali, musieli się dostosować do trendu. Nie należy zatem oczekiwać cudów, negocjacje cenowe zawsze wprawdzie można prowadzić, ale producenci i firmy handlowe to nie są instytucje charytatywne i każdy dodatkowy wysoki upust bądź promocja powinny skłonić do refleksji, dlaczego ktoś mógł sobie na to pozwolić w warunkach równego traktowania przez producentów, a co za tym idzie, będącej jego konsekwencją takiej a nie innej, zyskowności dystrybucji.
Po trzecie – liczyć, pytać o konkrety i wyciągać wnioski. Na rynku budowlanym materiał tani w zakupie umożliwia tylko i wyłącznie otrzymanie produktu drogiego w eksploatacji. W taki sposób buduje na przykład większość developerów – korzystają z najtańszych rozwiązań zostawiając nabywcę mieszkania lub domu z późniejszymi wysokimi kosztami użytkowania. Tanio i dobrze jednocześnie po prostu zwyczajnie nie da się niczego wybudować, należy o tym bezwzględnie pamiętać, a hasło "najtaniej i najlepiej" potraktować jako obietnice bez pokrycia w sytuacji, kiedy się robi coś dla siebie i na dodatek często tylko jeden, jedyny raz.


więcej wpisów
strona główna